Strefa dobrych emocji Jacek Kielin

Granice.

24 maja 2020

Granice.

Dość często specjaliści twierdzą, że dziecko powinno doświadczać granic, że jego zachowanie, tymi granicami musi być kontrolowane. Nie wszystko wolno! Wprowadzenie ograniczeń jest konieczne. Dzieci, które nie doświadczają ograniczeń ze strony dorosłych zaczynają zachowywać się strasznie – terroryzują najbliższych i wymuszają na otoczeniu uległość. To zachowanie jest niczym innym jak szukaniem granic. Ktoś w końcu powinien głośno powiedzieć NIE! Nie zgadzam się! Nie pozwalam! Nie życzę sobie takiego zachowania! Nie chcę żebyś tak postępował!

W tej kwestii panuje powszechny konsensus.

Rzadziej mówi się o tym, że wprowadzanie granic nie może być tożsame z wychowaniem. Granice to peryferia. Istotą jest to co dzieje się pomiędzy wychowawcą/nauczycielem/rodzicem a wychowankiem/dzieckiem w ramach tych granic. Nie ma sensu stawianie granic, jeśli obszar, który mają one ograniczać, nie jest sensownie wychowawczo zagospodarowany np. uważnością, wspólną aktywnością, spełnianiem potrzeb i zachcianek, pozytywnymi emocjami itd. Dużo książek można napisać o tym, co powinno być treścią towarzyszenia drugiej osobie w jej życiowym wzroście.

Pytanie na które chciałbym spróbować odpowiedzieć w tym wpisie brzmi: Gdzie postawić te granice?

Ze wstydem muszę przyznać, że dawniej zalecałem stawianie dzieciom granic w sposób arbitralny. Jakieś granice muszą być więc np. o godzinie 20.00 trzeba położyć dzieci do łóżka, a papierek rzucony na ziemie kazać im podnieść i wyegzekwować wyrzucenie go do kosza, między 15.00 a 18.00 zakazać oglądania internetu, itd. Cokolwiek, byleby jakieś wymagania postawić.

Dziś rozumiem, że takie arbitralne stawianie granic może bardziej zaszkodzić niż pomóc. Nie chcę rozwodzić się nad oczywistym faktem, że wymagania i oczekiwania jakie mogą mieć dorośli czy wychowawcy, powinny uwzględniać możliwości osób wobec których są stawiane. To osobne zagadnienie. Najważniejsze jest zauważenie, że granice jakie stawiamy innym, powinny być tożsame z naszymi osobistymi granicami. Nauczanie, wychowanie czy terapia, to bardzo osobiste zajęcie. Żaden rodzic czy specjalista nie powinien funkcjonować jak zaprogramowany automat. Dotyczy to całości terapii, nauczania czy wychowania dzieci i osób z niepełnosprawnościami lub autyzmem. Dlatego jestem przeciwny wszelkim sztywnym wielokrotnie powtarzanym metodom i strategiom. Terapia, nauczanie, wspieranie w rozwoju, to nie teatr ale życie, nie algorytm ale proces.

Kluczem w stawianiu granic innym, jest świadomość własnych. Z tym mamy wszyscy problem. Człowieka nie definiuje wykształcenie, zawód, stan majątkowy czy poglądy, ale właśnie jego osobiste granice. Każdy z nas jest inny, ma inne potrzeby, inną wrażliwość, inne sympatie i antypatie. Granice jakie stawimy ludziom w relacjach, pozwalają  im zrozumieć nas i czuć się w naszym towarzystwie bezpiecznie. Stawiając innym granice zyskujemy w ich oczach jakiś kształt, stajemy się „jacyś”. Dużo łatwiej żyje się z osobą jasno komunikującą swoje potrzeby i oczekiwania, niż z taką, która mówi inaczej, a inaczej myśli i czuje, lub sama nie wie co chce lub czego nie chce. Wielu z nas najczęściej nie zastanawia się nad tym czego chce, ale nad tym, co powinniśmy chcieć w danym momencie ze względu na innych ludzi.

Z tym pewnie wszyscy mamy problem. Dużo łatwiej uświadamiamy sobie jakie oczekiwania mają wobec nas inni, niż to, jakie oczekiwania i zapatrywania mamy my sami. Jesteśmy uwikłani w zależność od innych, i to taką, która wcale się nam nie podoba. Znosimy to w imię bycia akceptowanymi. Wszędzie wokół nas możemy spotkać się z radami typu: nie przejmuj się tym co mówią o tobie inni, żyj własnym życiem, nie pozwól innym wchodzić z buciorami w twoje sprawy itp. Łatwo napisać, trudniej to zrealizować.

Najprostszym ćwiczeniem w ustawianiu sobie granic, jest spełnianie swoich własnych drobnych zachcianek, bez uwzględniania opinii innych. Kupujesz kapelusz? Nie pytaj się innych jak w nim wyglądasz! Ani sprzedawczyni, ani rodziny, ani koleżanek. Kup taki, który sam/sama uznasz za odpowiedni! Dla wielu to bardzo trudne ćwiczenie, bo czujemy się dobrze w tym, co podoba się innym. Nasze własne zdanie jest dla nas samych mało ważne. Mamy więc problem z definiowaniem własnych potrzeb i określaniem własnych granic.

To niestety skutecznie nam uniemożliwia stawianie granic innym w sensowny sposób. To czego oczekujemy od naszego dziecka, lub wychowanka, musi być autentyczne i szczere. Powinno wypływać z naszej duszy i naszego serca. Stawianie granic nie powinno być automatyczne. Każdy z nas może i powinien robić to inaczej, Stawiać granice w innym miejscu, bo każdy z nas jest inny. Tylko taki sposób stawiania granic daje osobom wokół nas poczucie bezpieczeństwa i uczy osoby z którymi pracujemy lub wychowujemy stawiania własnych granic, także i nam, bez agresji i wrogości.