Jak postepować z rodzicem roszczeniowym?

26 lutego 2017

Nauczyciele, dość często skarżą się na tzw. „rodziców roszczeniowych”. Kto to jest „rodzic roszczeniowy” i jak z nim postępować ?
Najkrótsze streszczenie takiej postawy – sam nic nie robi, zaniedbuje swoje dziecko – za to wiele wymaga od nauczycieli wyrażając swoje oczekiwania pretensją.
Rodzic roszczeniowy jest nieprzyjemny, nie tylko ze względu na ton swojego głosu, ale przede wszystkim na sygnalizowaniu wprost lub za pomocą aluzji, że praca specjalisty mu się nie podoba. Rodzic taki nieustannie wykazuje na błędy i nieprawidłowości nauczycieli. Szuka tylko pretekstu do zakwestionowania profesjonalizmu nauczyciela i jak tylko taki pretekst znajdzie ochoczo z tego robi użytek.
Oczywiście zachowań „rodziców roszczeniowych” wobec specjalistów jest mnóstwo, ale wszystkie są trudnym wyzwaniem.
Dlaczego rodzice tak się zachowują w relacjach z osobami, które uczą, wychowują, rehabilitują lub prowadzą terapię ich dzieci?
Moim zdaniem, robią tak dlatego, aby odciągnąć uwagę od swojego własnego postępowania. Rodzice ci sadzą, że specjaliści nie mają o nich najlepszego zdania. Nie chcą już słuchać uwag na temat tego, że np. dziecko przyszło zimą do placówki w tenisówkach, że od dwóch miesięcy uskarża się na ból zęba i trzeba by iść z nim do dentysty, że znowu się spóźniło, że nie ma odpowiedniego stroju na zajęcia itd. Przykładów tego, czego nie robią ci rodzice, lub robią niewłaściwie z punktu widzenia specjalisty, może być bardzo wiele. W zależności od wieku i stopnia niepełnosprawności dziecka będą to bardzo różne sytuacje.
Rodzic roszczeniowy, zapewne ma już doświadczenie tego, że ten lub inny specjalista, zwrócił mu uwagę na jego niewłaściwe postępowanie. Rodzic taki nie chce już takich uwag słuchać. Chce się przed nimi obronić. Ponoć najlepszą obroną jest atak, więc broni się „atakując” nauczyciela. Rozmowa o problemach i niedociągnięciach nauczyciela jest dla niego dużo bardziej komfortowa, niż rozmowa o własnych problemach.
W jakimś sensie „rodzic roszczeniowy” jest produktem nie najlepszej praktyki specjalistów, którzy widząc problem rodzica mają prosty odruch do wytykania rodzicom błędów i zaniedbań. Nauczyciele w repertuarze zachowań nie mają innych, niż takie, że rodzicom trzeba wytykać błędy i przypominać im o ich obowiązkach. Ile razy ja sam, na wywiadówkach moich dzieci, osobiście słuchałem skarg i pretensji nauczycieli kierowanych do rodziców, chociażby o to, ze gadają na lekcjach i my rodzice powinniśmy coś z tym zrobić (tzn. porozmawiać z dzieckiem).
Więcej o tym problemie wspominam tu: https://forum.jacekkielin.pl/forums/topic/czego-nauczyciele-nie-powinni-robic-rodzicom-uczniow/

Co więc należy robić? Oczywiście nie powinno, chować się głowy z piasek. Takiemu rodzicowi trzeba pomóc być lepszym rodzicem w inny sposób niż przez wyrażanie dezaprobaty.

Proponuję dwa pomysły na postępowanie z takim rodzicem.

Pierwszy – rozmowa w której słuchamy i przyjmujemy pretensje takiego rodzica BEZ TŁUMACZENIA SIĘ.
Polecam ten sposób wszystkim, którzy spotykają się z rodzicem mającym pretensje. Silna pokusa wytłumaczenia się przed zarzutami, jest niczym dolewanie benzyny do ogniska. Rodzic oskarżający nas o różnorodne zaniedbania i nieprawidłowości, czasem wprost, a czasem w formie aluzji, wcale nie oczekuje, że się WYTŁUMACZYMY. Nasze precyzyjne argumenty i dar wymowy, który pozwolą nam się wybronić, stawiają takiego rodzica w bardzo niewygodnej pozycji. Skutecznie tłumacząc się, robimy z rodzica głupka. Pozbawimy rodzica twarzy, jeśli skutecznymi argumentami zbijemy jego argumenty. Jeżeli okaże się, że jego pretensje całkowicie pozbawione są podstaw, to znaczy, że jest idiotą, bo tylko idiota może mieć pretensje całkowicie bez podstaw. Jeżeli pretensje rodzica pozbawione są podstaw to znaczy tylko tyle, że ma urojenia!

Nasze, specjalistów tłumaczenia są niczym innym jak udowadnianiem rodzicowi jego głupoty. Czy naprawdę powinno nam na tym zależeć? Oczywiście, najczęściej specjalistom, nie udaje się przekonać rodziców, że wyrażając pretensje nie maja racji, a rodzice czując, że specjalista chce z nich „zrobić durnia”, jeszcze bardziej się zacietrzewiają.

Wyrażając swoje pretensje rodzic oczekuje przyjęcia swoich uczuć – nie naszych argumentów czy racji. Oczekuje naszej specjalistów zgody na swoje pretensje, rozdrażnienie, złość. Pozwólmy rodzicom wyrazić złość do nas kierowaną, a zupełnie zmieni się ich stosunek do nas.

Wielokrotnie odbywałem takie rozmowy. To jest bardzo trudne, ale efekty są zaskakująco pozytywne. Rodzice, jeżeli damy im przestrzeń na pretensje, zmieniają swój stosunek do nas o 180 stopni.
Zawsze w myślach, przed i w trakcie takich rozmów, jak mantrę, powtarzałem sobie: „Słuchaj, przyjmuj, nie tłumacz się”.

Oczywiście, czasem rodzice, chcą, abyśmy się wytłumaczyli, ale wówczas ich pytania czy wątpliwości kierowane są do nas bez pretensji….

Przykład takiej rozmowy z przyjęciem emocji, bez tłumaczenia się:

R: Znowu Ada wczoraj do domu wróciła po zajęciach taka rozdrażniona! (pretensja)
S. Wróciła rozdrażniona i znowu było pani ciężko… (przyjęcie)
R: Znowu ją pewnie przestymulowaliście, a mówiłam wam, żeby jej tyle nie stymulować! (pretensja)
S. Sądzi pani, ze ją przestymulowujemy… (przyjęcie)
R. A tyle razy o to prosiłam! (pretensja)
S: Pani prosi a my nie słyszymy… (przyjęcie).
R: Tyle razy! Codziennie proszę i nic! (pretensja)
S. Ada ciągle jest według pani przez nas przestymulowana… (przyjęcie)
R. W ogóle już sobie nie daję z tym rady! (żal, pretensja)
S. Ada rozdrażniona potrafi dać w kość… (przyjęcie)
R. Szaleje do wieczora!
S. To musi być bardzo dla pani trudne, cały czas biegać za Adą.
R. A żeby pani wiedziała!
itd

Przykład rozmowy z tłumaczeniem się:

R: Znowu Ada wczoraj do domu wróciła po zajęciach taka rozdrażniona! (pretensja)
S: U na też była rozdrażniona, może to pogoda tak na nią działa? (próba wyjaśnienia)
R: Znowu ją pewnie przestymulowaliście, a mówiłam wam, żeby jej tyle nie stymulować! (pretensja)
S: Bardzo uważamy jak Adę stymulować, wczoraj nawet miała miej zajęć, bo była taka nieswoja… (wytłumaczenie)
R. Pani myśli, że ja po moim dziecku nie potrafię poznać, co z nią tu robicie? (rodzic się obraża, że ignoruje się jego pretensję)
S. Jeżeli pani mi nie wierzy, to zaraz poproszę tu koleżanki, które wczoraj razem ze mną pracowały. Ada na prawdę wczoraj miała luz. (tłumaczenie, próba obrony)
R. Wy mi tu wody z mózgu nie róbcie, lepiej zajmijcie się tym co do was należy! (rozsierdzenie).
Itd.

Polecałem ten sposób rozmowy z rodzicami rożnym specjalistom (czasem dyrektorom), często ćwiczyliśmy sobie w scence taką rozmowę. Zawsze efekt był bardzo pozytywny, nawet w bardzo nabrzmiałych sytuacjach ciągnących się latami. Przełom w relacji nie nastąpi jeszcze w trakcie takiej rozmowy, ale za tydzień lub dwa klimat bardzo się zmieni. Najdłuższa moja tego typu rozmowa z rozsierdzonymi rodzicami trwała 2 godziny. Byłem po niej nieźle wymaglowany. Efekt przyszedł dość szybko i był cudowny – nienawiść zamieniła się w bardzo pozytywne uczucia.

Dać przestrzeń na złe emocje i je przyjąć – to była rada pierwsza.

Moja druga rada dotyka wprost problemów jaki ma rodzic roszczeniowy w relacji za swoim dzieckiem. Wiele uchybień i zaniedbań, czasem bardzo oczywistych, mógłby wytknąć takiemu rodzicowi specjalista. Właśnie lęk przed takimi wytykami nakręca roszczeniowość.

Taki lęk można rozbroić w ten sposób, że na spotkaniu z rodzicem, zamiast rozmowy o tym co powinien zrobić taki rodzic, a czego nie robi, dać mu szansę się wykazać i pokazać jakim to dobrym rodzicem on jest!

Trzeba takiemu rodzicowi zamodelować jakieś proste ćwiczenie, masaż, formę stymulacji – cokolwiek co przyda się dziecku i POPROSIĆ rodzica, aby wykonał te ćwiczenie po nas.
Ważne jest, aby demonstrować rodzicowi pracę z zaangażowaniem i w kontakcie z dzieckiem. Rodzic po nas zrobi to tak samo. To czego powinien doświadczyć rodzic w relacji z nami to ten nasz „błysk w oku” i uznanie za to, co robił przed chwilą ze swoim dzieckiem na naszych oczach. Rodzic powinien usłyszeć od nas aprobatę za to co przed chwilą zrobił. To go zmieni!

Taki rodzic jest świadom własnych zaniedbań. Właśnie dlatego jest „roszczeniowy”. Pewnie roszczeniowością kompensuje sobie wyrzuty sumienia, że sam z dzieckiem nic nie robi.
Niech usłyszy od specjalisty, że jest dobrym rodzicem. Tu, na spotkaniu z nami takim przecież był! Wykonał na naszych oczach jakieś ważne ćwiczenie. Robił to jak potrafił, starał się – należy mu się więc uznanie! Tego uznania mu bardzo brakuje. Specjaliści zazwyczaj prosili go o coś na co nie miał ochoty lub siły, albo wytykali mu zaniedbania (grzecznie oczywiście) lub wykazywali mu, że jego pretensje pozbawione są podstaw (czyli ma urojenia). Zmienić go może jedynie doświadczenie, w którym spotka się z aprobatą, jako rodzic! Zmieni go doświadczenie bycia dobrym rodzicem.

Dla miłej sympatycznej nauczycielki swojego dziecka, ten rodzic nie tylko spełni jej prośbę o wykonywanie w domu zamodelowanego i wykonanego na oczach specjalisty ćwiczenia, ale także stopniowo już nieproszony zacznie dbać o swoje dziecko np. pójdzie z nim do dentysty i kupi mu ciepłe buty na zimę.
Każde kolejne spotkanie na którym specjalista będzie doceniał rodzica za wykonane z dzieckiem na jego oczach ćwiczenie/ zadanie, będzie pomagało rodzicowi odnaleźć przyjemność, z bycia dla swojego dziecka dobrym rodzicem. Zajmowanie się dzieckiem, nie tylko nic mu nie zabierze, ale da jeszcze satysfakcję.