KARA – temat drugiego spotkania z cyklu „Strefa dialogu”

21 stycznia 2016

Wprowadzenie: Jacek Kielin. Potem dyskusja. 21.01.2016 r. Poznań

Ukaranie kogoś to świadome sprawienie komuś przykrości. Do takiego czynu trzeba mieć mocne uzasadnienie. Kara jest przykrością jaką wyrządzamy drugiej osobie, żeby zmienić jej zachowanie. Czasem nawet komentujemy karę jako danie komuś nauczki. Czego kara uczy? Czy kara jest użytecznym narzędziem wychowania i postępowania z uczniami z niepełnosprawnością intelektualną? Czy w ogóle kara czemuś służy?
Najpierw wymienię bodźce, które zazwyczaj stanowią karę. Tak naprawdę, to czy dany bodziec jest karą czy nie decyduje efekt jaki wywołuje. Kara wyhamowuje zachowanie, które karę poprzedza.
Karą może być wycofanie nagrody Karą jest więc wycofanie uśmiechu lub pochwały w sytuacjach w których zazwyczaj dziecko je dostawało. (patrz: Ch. Galloway „Psychologia uczenia się i nauczania” PWN 1988 t. II s. 58). Pozbawianie przywilejów, to dość często spotykana kara np. poprzez odebranie możliwości korzystania z komputera. Karą będzie np. werbalne skomentowanie negatywnego postępowania dziecka wywołujące zakłopotanie. Karą może być wycofanie uwagi (tzw. wygaszanie proste – czyli nie reagowanie na zachowanie nieaprobowane). Karą zazwyczaj jest pozbawienie miłości, czułości, aprobaty, reprymenda słowna, krytyczne spojrzenie, skarcenie, okazanie społecznej dezaprobaty.
Często spotykaną karą jest tzw. „time out” czyli wyizolowanie ucznia np. poprzez odsunięcie go od grupy, wyproszenie z sali albo czasowe zamknięcie w specjalnym pomieszczeniu do „wyciszania się”.
Karą może być także bodziec uznawany za nagrodę np. publiczne pochwalenie młodego poety może zablokować jego dalszą twórczość, gdyż ekspozycja społeczna może być dla niego bardzo dużą traumą.

Stosując karę, trzeba sobie stawiać sprawę, że kara nie uczy nikogo prawidłowego zachowania. Kara jedynie zahamowuje zachowanie niepożądane i to jeszcze tylko do momentu, gdy groźba kary będzie wisiała nad uczniem. Dodatkowo kara stosowana wielokrotnie, traci swoją siłę powstrzymującą.

Wynikają stąd dwa bardzo ważne wnioski. Po pierwsze kary nigdy nie można stosować jako jedynego czynnika wychowawczego. Karze więc zawsze muszą towarzyszyć inne działania wychowawcze. Po drugie, od kary trzeba umieć szybko odejść, zanim się zużyje i stanie się całkowicie nieskuteczna.

Jakie zabiegi wychowawcze równolegle powinny towarzyszyć karze? Najprostszym jest nagradzanie (np. chwalenie, zauważanie) zachowania poprawnego. Im z większym „łobuzem” mamy do czynienia, tym częściej trzeba go doceniać w momentach, gdy zachowuje się prawidłowo. To nie jest zasada intuicyjna. Mamy wyraźną tendencję do reagowania tylko wówczas, gdy uczeń zachowuje się nieprawidłowo i nie zauważania zachowań prawidłowych. W pracy nad zachowaniem nieporządanym tę tendencję trzeba odwrócić.

Szybko wymienię kilka innych (w przypadkowej kolejności) oddziaływań, które mogą towarzyszyć karze w zależności od wielu innych zmiennych.

1. Modelowanie przez nauczyciela zachowań prawidłowych np. obdarzenie niegrzecznego ucznia życzliwością.
2. Budowanie pozytywnych relacji afektywnych z uczniem np. poprzez rozmawianie z uczniami bez elementów dominacji.
3. Zajęcia niedyrektywne.
4. Różne formy stymulacji.
5. Zabawa pseudoagresywana.
6. Sporty walki.

Od kary trzeba szybko uciec w nauczanie (postępowanie) przynoszące uczniom (dzieciom) gratyfikacje. Takie zorganizowanie nauczania lub życia dziecku, w którym ono samo dostarcza sobie sukcesów, w których ma osiągnięcia – to bardzo ważne zadanie każdej osoby stosującej kary. Tak, tak! – atrakcyjne zajęcia i atrakcyjna osoba zajęcia prowadząca – bardzo zmniejszają konieczność karania dzieci. Jeśli już, to najgorszą karą będzie nie uczestniczenie w zajęciach i zajmowanie się czymś innym.

Odejście od karania jest trudne, gdyż kara dla dziecka jest jednocześnie nagrodą dla nauczyciela. Uspokojenie się dziecka przynosi nauczycielowi (rodzicowi) ulgę czyli nagrodę. Podświadomie więc nauczyciel może mieć tendencję do częstszego stosowania kar.

Jak stosować kary prawidłowo?
1. Kara lepiej zatrzymuje zachowanie nieporządane, jeśli występuje natychmiast, gdy zachowanie się pojawia. Słabiej działa, gdy zachowanie nieporządane się rozwinie. Wczesne karanie ostatecznie oznacza konieczność użycia słabszych kar i w mniejszej ilości.
2. Kara jest bardziej skuteczna wtedy, gdy jej intensywność jest wystarczająca do zatrzymania zachowania nieporządanego od razu, za pierwszym razem. Złym pomysłem jest zaczynanie karania od małej nieskutecznej kary i stopniowe jej zwiększanie. Powinno być odwrotnie – gdy niewłaściwe zachowanie zostanie już stłumione, należy stopniowo zmniejszać intensywność i częstotliwość stosowania kar. (i np. zastępować je nagrodami za prawidłowe zachowania)
3. W karaniu trzeba być konsekwentnym. (za to same zachowanie raz kara, raz nagroda, raz brak reakcji). Brak konsekwencji w karaniu bardzo mocno utrwala zachowania trudne i utrudnia ich modyfikację w przyszłości. Sporadyczne przypadkowe kary – to zły pomysł.

Jakie są niebezpieczeństwa w stosowaniu kar?

1. Uwarunkowanie się na stosowanie kar. Kto je stosuje, może mieć tendencję do stosowania ich częściej. Powtarzane bodźce karzące tracą swoją siłę.
2. Stłumienie zachowania dokonuje się tylko przy osobie stosującej karę, a nie zawsze i wszędzie.
3. Uczniowie mogą unikać nauczyciela (rodzica), który stosuje kary, chcąc przed nią uciec. Kara jest kojarzona z osobą ją wykonującą. Stosowanie kar może niszczyć pozytywne relacje. Skuteczność nauczania i wychowania w takiej sytuacji, rzecz jasna, maleje.
4. Kara może wywołać silny lęk i niepokój u karanego, zwłaszcza jeśli nie jest wstanie spełnić wymagań pozwalających mu uniknąć kary. Może to prowadzić do zachowań neurotycznych. (np. karanie złą oceną ucznia przy całej klasie, jeśli nie ma on zdolności do osiągania lepszych ocen)
5. Karanie publiczne, w obecności innych, sprawia, że obserwatorzy, co prawda, także powstrzymują się od karanego zachowania, ale zaburza się ich aktywność i pogarsza się ogólnie ich zachowanie. (Ch. Galloway 1988 t. II s. 69). Generalnie karanie publiczne jest formą bardzo upokarzającą.
6. I ostatnie ostrzeżenie Skinera: „Dyscyplina, utrzymywana za pomocą rózgi może sprzyjać i sprzyja uczeniu się, lecz powinniśmy pamiętać, ze rodzi ona zwolenników dyktatorów i rewolucjonistów” Karanie jest więc modelowaniem sprawiania komuś przykrości!

Powyższe, to dość powszechnie znane specjalistom fakty dotyczące stosowania kar. Chciałbym jednak dołożyć kilka swoich uwag. Obserwowałem kiedyś jak nauczycielka stosowała karę wobec autystycznego ucznia. Położyła go na materac, usiadła mu na pupie, na głowę narzuciła ręcznik, ręce wykręciła do tyłu. Czy to dopuszczalne? Czy tak wolno?
Wyżej przytoczone przeze mnie czynniki związane ze stosowaniem kar nie pozwalają odpowiedzieć na to pytanie. Czy taka kara, jeśli spełnione są wszystkie inne wymienione przeze mnie czynniki jest etycznie i profesjonalnie możliwa do zastosowania?

Moim zdaniem, sam charakter kary, taki czy inny, nie jest kryterium wystarczającym do oceny tego, czy kara jest adekwatna i właściwie stosowana. Czasem słowo lub złe spojrzenie bardziej mogą zaboleć, zawstydzić czy upokorzyć osobę karaną niż położenie na ziemi i wykręcenie rąk.
Co jest więc tym czynnikiem najbardziej istotnym?
W pewnej placówce specjalnej pracującej z osobami z autyzmem metodą behawioralną, nauczyciele opowiadali mi o kilku przypadkach uderzenia w twarz nauczyciela lub rodzica przez nastoletnie dziecko, tak mocno, ze konieczne było wzywanie pogotowia i hospitalizacja. Jedno celne uderzenie i nokaut. Pytali mnie gdzie leży przyczyna.

Przyglądając się pracy tych nauczycieli zauważyłem, że aczkolwiek stosowali oni podobne procedury karania dzieci, to robili to inaczej i w ogóle nie zdawali sobie z tego sprawy. Cześć nauczycieli miała frajdę z karania, mogła się odkuć na uczniu za krzywdy, które w swoim mniemaniu doznała, upajało ich poczucie władzy i dominacji nad uczniem. Kara służyła nauczycielowi jako narzędzie odrzucenia i odcięcia się od ucznia. Karanie, które jest oznaką wykluczenia i zerwania więzi niszczy relacje opartą na zaufaniu i zastępuje ją relacją opartą na lęku. Zamiast wychowania zaczyna się walka o to, kto komu bardziej dokuczy i sprawi więcej upokorzenia.

Inna grupa nauczycieli odwrotnie, miała w sobie dużo szacunku dla karanego ucznia i empatii dla niego. Moim zdaniem dzieci doskonale wyczuwają, którzy nauczyciele ich szanują, a którzy nie. Problem więc nie jest w karze, ale w człowieku, który tę karę wykonuje. Problemem jest to, czy uczeń uznaje nauczyciela za autorytet, który ma prawo go karać. Jeśli nie, to zaczyna się nakręcać spirala przemocy. W przypadkach o których wspominali nauczyciele – przychodził dzień wypłaty za krzywdy, które doznało dziecko. Dobro lub zło nie leży w metodzie, ale w człowieku!
Z drugiej strony, karanie na zimno, bez emocji, jest chyba najgorszą z możliwych wersji.
Złe emocje, wkurzenie, irytacja zachowaniem dziecka – to naturalne reakcje. Jeżeli takie emocje przezywa ktoś, kto dziecko lubi i szanuje – to nie jest to nic złego.

Jak zdobyć szacunek dziecka/ucznia? Jak stać się dla dziecka autorytetem? Nauczyciel czy rodzic nie mogą schować się za jakiekolwiek procedury. Stajemy przed dzieckiem tacy jacy jesteśmy. Pokazujemy dzieciom swoją autentyczną twarz. W tej autentyczności musi znaleźć się troska o powierzone nam dziecko. Musi być spostrzeganie sytuacji w kategoriach „my” a nie „ja” i „ty”. Nauczyciel i rodzic musi być od swojego wychowanka psychicznie silniejszy. Nic tego nie zmieni, żadne wykształcenie, żadna widza, żadna metoda nauczania czy postępowania. Na szacunek nauczyciel musi sobie zasłużyć. Jak to się stanie, wiele zachowań trudnych zniknie sama, a karcenie czy strofowanie dziecka stanie się przez dziecko odbierane jako wyraz troski o nie.

To co mi się podoba u terapeutów behawioralnych, to fakt, że każda wymierzana konsekwencja negatywnego zachowania jest odnotowywana, że nauczyciel wie, jakie kary może stosować, że odpowiedzialność za tego typu działania bierze na siebie cały zespół i dyrekcja placówki. Chroni to uczniów przed karaniem ich w sposób nieodpowiedzialny.

Całkowity brak karania, nie jest najlepszym pomysłem (nie mówię już, że niewykonalnym). Zaburzałoby to dzieciom poczucie bezpieczeństwa. Każde dziecko czasem powinno doświadczyć, tak czy inaczej, dezaprobaty. Z brakiem stawiania granic mamy do czynienia u rodziców o postawie nadopiekuńczej. Tyranizowanie rodziców złym zachowaniem przez dziecko tak wychowywane, jest niczym innym jak wołaniem dziecka o postawienie granicy. Ktoś musi wreszcie tupnąć nogą i powiedzieć – Nie wolno!

Karanie, jak wiele innych oddziaływań wychowawczych, nie jest proste w realizacji. Warto pamiętać, że na karanie może sobie pozwolić, ktoś kto szanuje i lubi dziecko, kogo łączą z dzieckiem więzy sympatii. Dziecko musi uznawać autorytet karzącego. Kara jest ostatecznością. Praca nad każdym zachowaniem trudnym wymaga bardzo wielu innych działań i nie może się opierać na karze. Czasem kary nie da się uniknąć, ale jej wykonanie powinno uruchomić nauczycieli do podjęcia wielu różnorodnych innych oddziaływań wychowawczych i być ograniczone wieloma zastrzeżeniami o których starałem się wspomnieć.

Rozmowa na II spotkaniu z cyklu „Strefa dialogu” po wprowadzeniu, dotyczyła tego jak ważna jest osoba wychowawcy, rodzica, nauczyciela. Jak różnych ludzi różnie odbieramy. Jak ważne są cechy tego który jest wychowawcą. Ja ważne jest aby inwestować w siebie i się rozwijać. Kilka osób bardzo osobiście powiedziało o tym jak się czuło będąc karanym i jak się czuło karając innych.