Kilka uwag o wspieraniu rodziców niepełnosprawnych dzieci.

23 maja 2016

KONFERENCJA NAUKOWA 23 maja 2016 r.
„Specjalistyczna i wspierająca rola współczesnej szkoły specjalnej”
Organizatorzy: Zespół Szkół Specjalnych im. Janusza Korczaka oraz Mysłowicki Ośrodek Kultury

Praca z rodzicami niepełnosprawnych dzieci, w głównej mierze, powinna polegać jak sadzę w wspieraniu rodziców w wychowaniu ich dzieci. To wsparcie polegać musi na budowaniu w rodzicach poczucia własnej wartości rodzicielskiej. Spotkanie z nauczycielem-terapeutą własnego dziecka powinno nieść w sobie radosne uczucie bycia lepszym rodzicem dla swojego niepełnosprawnego dziecka. Specjaliści są naturalnym modelem postępowania z niepełnosprawnym dzieckiem. W przekazie międzypokoleniowym nie ma wzorca jak być rodzicem niepełnosprawnego dziecka. Niepełnosprawność wymaga niejednokrotnie bardziej lub mniej odmiennego postępowania rodziców z dzieckiem w porównaniu do ich sprawnych rówieśników. Rodzicielstwa trzeba się uczyć całe życie, tym bardziej trzeba się uczyć bycia rodzicem dziecka z niepełnosprawnością. Specjaliści są dla rodziców naturalnym modelem postępowania z ich dziećmi. Czy tego chcą, czy nie, rodzice mimowolnie ich naśladują. Niekiedy nawet wprost pytają i oczekują wskazówek i informacji, które pomogły by ich dziecku szybciej i lepiej się rozwijać.
Uważam, że głównym sposobem postępowania z rodzicami niepełnosprawnych dzieci jest pokazywanie im właściwego postępowania z ich dzieckiem. Zazwyczaj po zamodelowaniu rodzicowi uczonej czynności, nauczyciel powinien poprosić rodzica o wykonanie jej raz jeszcze na oczach specjalisty. Praca rodzicem z własnym dzieckiem powinna być zauważona i doceniona. Rodzic powinien opuszczać gabinet specjalisty z poczuciem sukcesu na polu bycia rodzicem. Stwarzanie rodzicom takich okazji do pozytywnego wykazania się, stanowi, jak sadzę podstawowy sposób wyposażania ich w szereg nowych, bardzo im przydatnych umiejętności i odczuwania z tego powodu satysfakcji i dumy. W zasadzie wszyscy rodzice chcieliby być lepszymi rodzicami niż są, chcieliby mieć poczucie, że dali swojemu dziecku wszystko co najlepsze, że najlepiej jak można wspierali jego rozwój.
Nie mam tutaj czasu na przeanalizowanie rożnego rodzaju problemów jakie wiążą się z praca z rodzicami, o rożnych przecież postawach i zapatrywaniach na wychowanie, chciałbym jednak skupić się kilku ważnych zagadnieniach, które wiążą się ze wspieraniem rodziców.
Pierwszym problemem jest jakość relacji łącząca rodziców i specjalistów. Często to powtarzam, że rodzice chętnie spełniają zalecenia specjalistów, których lubią. Jakich nauczycieli i terapeutów lubią rodzice? Wcale nie tych, którzy się im podporządkowują. Szanują tych, którzy potrafią powstrzymać się od negatywnego oceniania rodziców. Dobra atmosfera spotkań z rodzicami związana jest z tym, jaką informację o sobie dostanie rodzic od nauczyciela – pozytywną czy negatywną? Niestety jedynym pomysłem wielu specjalistów, w sytuacjach gry rodzic, w ten czy inny sposób zaniedbuje swoje dziecko, jest wyrażenie rodzicowi jakiejś formy dezaprobaty. Stoi za tym myślenie, że rodzice powinni reagować na uwagi specjalistów, które przecież są czynione z troski o ich dziecko. Niestety, rodzice bardzo często na te uwagi nie reagują w pozytywny sposób. Zwrócenie im uwagi, nawet w bardzo grzeczny sposób, jest bowiem dla nich bolesna informacja, że nauczyciel czy nauczycielka ich dziecka nie widzi w nich dobrych rodziców, ale tych złych, którzy swoim dzieckiem nie zajmują się prawidłowo.
Dezaprobata jest formą kary. Kara, jak mówi nam wiedza psychologiczna, nie uczy prawidłowego zachowania. Dotyczy to przecież także postępowania z dziećmi. Najprostsza zasada w przypadku ucznia zachowującego się niewłaściwie brzmi: im uczeń gorzej się zachowuje tym częściej go chwal kiedy jest grzeczny. Podobnie jest z rozwojem zawodowym nauczycieli. Nie wspieramy się wzajemnie wykazując nawzajem swoje błędy. Pokazywanie błędów i niedociągnięć innym, jest formą stawiania siebie wyżej, spostrzegania siebie lepiej i tym samym poniżania innych. Rodzice źle znoszą zwracanie im uwagi na niedociągnięcia. Gdyby nauczyciele potrafili zmienić tę logikę zwracania uwagi na niedociągnięcia na obdarzenie uwagą i aprobatą tych zachowań i postępowania, które rodzice wykonują prawidłowo – relacje pomiędzy placówkami i rodzicami uległyby znacznej poprawie. Skończyłyby się też utyskiwania na tzw. rodziców „roszczeniowych”. Roszczeniowość rodziców jest bowiem sposobem obrony przed wytykaniem im błędów i niedociągnięć. Rodzice dużo chętniej wykonywaliby zalecenia doceniających ich specjalistów i darzyliby ich większym zaufaniem i szacunkiem.
Drugą, ważną kwestią w relacjach specjalistów z rodzicami są kompetencje merytoryczne w pracy z niepełnosprawnymi dziećmi tych pierwszych. Brak wystarczająco wysokich umiejętności i niski poziom refleksji nad tym jak się pracuje, jest źródłem wielu problemów jakie mają specjaliści w relacjach z rodzicami. Ktoś, kto sam nie za bardzo wie, co trzeba robić z niepełnosprawnym dzieckiem i dlaczego, nie ma kompetencji do wspierania jego rodziców. Rodzice oczekują, że nauczyciel nie tyle odpowie im na pytanie dlaczego to i tamto robi z dzieckiem, gdyż odpowiedź na to pytanie nie wymaga specjalistycznej wiedzy. Cokolwiek robimy z dziećmi stanowi wartość dodaną w porównaniu z sytuacją gdyby nasz uczeń był zostawiony sam, bez żadnego wsparcia. Rodzice oczekują odpowiedzi na inne pytanie, mianowicie: „Dlaczego nie robimy czegoś innego?”.
Odpowiedź na to pytanie jest trudniejsza i wymaga większej wiedzy. W naturalnym porządku rzeczy, odpowiedź na to pytanie specjaliści w pierwszym rzędzie, powinni udzielać sobie sami konstruując Indywidualne Programy Edukacyjno-Terapeutyczne. Każde pisanie programu dla ucznia, związane jest z selekcją treści i form pracy. Brak świadomości tego na czym polega wybór, który dokonuje nauczyciel w pracy z uczniem, bardzo utrudnia kształtowanie dobrych, opartych na zaufaniu relacji pomiędzy nauczycielami i rodzicami. Jeżeli nauczyciel pracuje z uczniem na zasadzie robienia tego co robią koleżanki i koledzy w klasach obok – to jest to bardzo niewystarczający poziom refleksji nad własnym warsztatem pracy. Z mojego punktu widzenia nauczyciele w szkolnictwie specjalnym uczą zbyt wielu umiejętności nie zastanawiając się nad ich funkcjonalnością. Uczą rzeczy dzieciom nieprzydatnych w życiu. Nie zastanawiają się też nad generalizacją już nauczonych umiejętności. (Czy wykonuje nauczoną czynność poza szkolą i bez kontroli osoby dorosłej?) Nie korzystają też z metodyki niedyrektywnej i nie wiedzą jak nauczyć swojego ucznia posiadania własnego zdania, nie wyposażają swoich uczniów w sposób świadomy w umiejętności emocjonalne i społeczne (tzw. umiejętności miękkie np. „potrafi poprosić rówieśnika o pomoc”), czy nie zastanawiają się nad tym jak wyzwolić aktywność własną poza zajęciami. Oczywiście nie wiem jak konstruują swoje programy specjaliści siedzący na tej sali. Ważne jest, abyście je pisali Państwo w sposób przemyślny. Bardzo to wam ułatwi pracę z rodzicami swoich uczniów.
Szczególną uwagę warto zwrócić uwagę na wyposażanie rodziców w umiejętność takiego postępowania ze swoim dzieckiem w którym dominują oni w nim relacji. Nie wydają mu poleceń, nie oceniają (nie chwalą), nie odpytają, a zamiast tego reagują na inicjatywy swoich dzieci.
Umiejętność bycia ze swoim dzieckiem bez dominowania go, jak równy z równym, przydaje się rodzicom na całe życie. Ta umiejętność nigdy nie przestanie być aktualna. Satysfakcjonujące bycie ze sobą rodziców z dziećmi, w którym rodzice nie starają się „ćwiczyć” swojego dziecka, chroni rodziców przed wypaleniem, a dzieciom przynosi poczucie podmiotowości i sprawczości w relacjach dla siebie najważniejszych, z najbliższymi sobie osobami. Moim zdaniem, rodziców w pierwszej kolejności należy uczyć metod niedyrektywnych – różnorodnych zabaw, czytania swojemu dziecku książki, wspólnej gry w warcaby i wielu innych umiejętności właściwie dobranych do potrzeb konkretnego ucznia.

Jacek Kielin