Nie lubię strategii.

7 grudnia 2018

 

Dziś nikt nie mówi, że zastanawia się nad tym, co z dzieckiem robić, ale że wymyśla strategię. Zresztą na rynku dostępnych jest wiele gotowych strategii. Są tacy co zawodowo je sprzedają. Niby jak się taką wymyśloną przez jakiś autorytet strategię zrealizuje, to jest się kompetentnym. Abstrahując od tego, że strategie mogą być z gruntu do bani, to samo tworzenie strategii wydaje mi się mało sensowne. Nasza pedagogika specjalna cierpi na sztywność. Czasem myślę, że wszyscy w kółko szukamy jakiś cudownych strategii lub metod. Tylko takie strategie wykluczają z nauczania myślącego, wrażliwego nauczyciela, a na tym miejscu stawiają zaprogramowanego jakąś strategią robota. Zamiast uczyć nauczycieli korzystać ze specjalistycznej wiedzy i samodzielnie myśleć, oraz być wrażliwym i kontaktowym na dziecko, uczymy ich takich czy innych strategi. Strategia usztywnia, a dobre nauczanie i terapia wymagają elastyczności. Strategie mają się dobrze, bo zdejmują z nauczycieli odpowiedzialność za to co robią. Nauczyciel zamiast patrzeć na dziecko i zastanawiać się co się z dzieckiem dzieje, jest wpatrzony w strategię, a zastanawia się jedynie nad tym czy dokładnie ją realizuje.