Słowa jakimi się posługujemy mówiąc o niepełnosprawności.

18 czerwca 2016

Słowa, słowa, słowa…
2 czerwca odbyło się spotkanie z cyklu „Strefa dialogu” na temat języka jakim się posługujemy mówiąc o niepełnosprawności. W temat wprowadziła dr Katarzyna Pawełczak z Zakładu Pedagogiki Specjalnej UAM .
https://www.facebook.com/strefadobrychemocji/photos/?tab=album&album_id=1700881293510588
https://www.facebook.com/events/1541765786128287/

Kilka moich przemyśleń po spotkaniu:
Jakie znaczenie mają słowa jeżeli posługujemy się nimi mówiąc o niepełnosprawności?
Słowa mogą ranić, naznaczać, etykietować, wykluczać…
Słowa są narzędziem poznania. Dzieci stopniowo opanowując słownik zyskują możliwość dostrzegania rzeczywistości. Wszyscy być może słyszeli, że Eskimosi mają dziesiątki nazw na określenie różnych rodzajów śniegu. Dzięki temu patrząc na śnieg mogą zobaczyć dużo więcej niż my. Różne słowa wyodrębniają dla naszego umysłu kawałki rzeczywistości, pozwalają je zauważyć, oswoić, zrozumieć zależności pomiędzy nimi. Słowa to dźwięki, które w toku nabywania języka nasycane są znaczeniem i tym samym emocjami, które wywołują.
Problem jest więc w znaczeniu słów, ich emocjonalnej barwie. Czy „niepełnosprawność” to obraźliwy epitet?
Osoba niepełnosprawna czy osoba z niepełnosprawnością? Zwolennicy słówka „z” zauważają, że osoba to osoba, niepełnosprawność jej nie definiuje. Słówko „z” oddziela człowieka od problemów z jakimi się boryka. Widzimy człowieka a nie jego niepełnosprawność. Ale jak każdy kij i ten również ma dwa końce. Oddzielając słówkiem „z” osobę od jej niepełnosprawności przyznajemy, że niepełnosprawność, to coś niewłaściwego, wstydliwego, poniżającego. Czy powiemy o kimś człowiek z mądrością, człowiek z przystojnością? Raczej mądry, przystojny człowiek.
Czy jeżeli w ogóle przestaniemy używać słowa „niepełnosprawny” to zjawisko niepełnosprawności zniknie? A powinno zniknąć? Powinniśmy jej nie zauważać, tak jak nie zauważamy kilkudziesięciu rodzajów śniegu?
Co myślicie?