Twarz i dystans – po spotkaniu o podmiotowości.

28 grudnia 2015

Dr Katarzyna Pawelczak na spotkaniu z cyklu Strefa Dialogu wygłosiła pełne emocji przemówienie w którym wyraziła przekonanie, że da się osoby z niepełnosprawnością intelektualną traktować podmiotowo. Możemy im pozwolić decydować o sobie według ich własnego widzimisię. Potrzebne do tego są wg słów pani doktor dwie rzeczy – dystans i własna twarz. Dystans oznacza wycofanie własnych emocji, a własną twarzą pedagog specjalny powinien afirmować wszystko co robi.
Wystąpienie pani doktor zrobiło na mnie duże wrażenie (myślę, że nie tylko na mnie). Od tego czasu chodzą za mną ten „dystans” i ta „twarz”.
Twarz od razu skojarzyła mi się z ks. prof. Tischnerem.
Proste omówienie tu: http://www.bryk.pl/wypracowania/pozosta%C5%82e/filozofia/14971-twarz_w_filozofii_dramatu_j%C3%B3zefa_tischnera.html
I tu: https://www.youtube.com/watch?v=wNRXeyeCsIM

Pomyślałem sobie, że własną twarz możemy pokazać tylko wówczas, gdy przestaniemy posługiwać się maską specjalisty lub np. maską rodzica. Własną twarz mamy wówczas, gdy potrafimy wyjść z roli. Wówczas spotkanie drugiej twarzy stanie się dla nas osobistym wydarzeniem i dramatem jak mówi Tischner. Spotkanie osoby z niepełnosprawnością jako osobiste wydarzenie, które musi zmienić mnie jako osobę. Jest w tym paradoks, że aby być skutecznym i dobrym terapeutą, dobrym wspierającym rodzicem, trzeba odnaleźć się w relacji z osobą z niepełnosprawnością bez tych masek. Twarz drugiej osoby przypomina nam nasza twarz i naszą podmiotowość. Widzimy w drugim nie przedmiot wymagający naprawy, ale autonomiczną osobę. Od tego spotkania zależy los nasz i los osoby z którą się spotykamy.

To dość hermetyczne rozważania. Ale ile razy z osobą niepełnosprawną spotykamy się nie my własną twarzą, ale maską specjalisty? Patrzymy na druga osobę jak na kamień do obrobienia? Jak nam nie uda się tego kamienia obrobić według naszych wyobrażeń, to czujemy się nikim. Liczy się tylko skuteczność naszego rzeźbienia, a dramat spotkania w którym dwa „ja” stają się „my” traktujemy jako zmienną nieistotną procesu pomagania.

Wycofanie się z emocjonalnego reagowania i nabranie dystansu, przede wszystkim do siebie samego, jak myślę, to duże wyzwanie. Nie patrzeć na własne wybory, swój sposób myślenia, swoją hierarchię wartości, swój sposób życia, swoją duchowość, swoje zdanie – jak na coś niezwykle emocjonalnie istotne – stwarza przestrzeń dla wyborów, wartości, duchowości, zdania tego drugiego. To tyle na dzisiaj. Ciekawe co by na to powiedziała dr Pawelczak. 🙂