Strefa dobrych emocji Jacek Kielin

Naukowe potwierdzanie skuteczności metod w pracy z autyzmem.

20 kwietnia 2019

Dziś jestem w nastroju walecznym! 🙂

Po moim poprzednim wpisie na blogu (https://jacekkielin.pl/czy-nalezy-pracowac-metodami-opartymi-na-dowodach/ ), kilka osób odbyło ze mną rozmowy na tematy przeze mnie poruszane.

Spotkałem się z głosami krytycznymi. Moi rozmówcy zwracali mi uwagę na to, że mój tekst lekceważy wiedzę naukową i nie docenia jej osiągnięć. W pracy z osobami z niepełnosprawnościami powinniśmy jako specjaliści kierować się empiryczną widzą, która skutecznie pozwoli nam poradzić sobie z problemami z jakimi spotykają się osoby proszące nas o pomoc. Nie wolno szerzyć zabobonu i propagować metod o wątpliwej skuteczności.

Na początku więc jasno zadeklaruję, jestem za wykorzystywaniem wiedzy naukowej w pracy z osobami z niepełnosprawnościami. Myślałem, że to jest poza sporem. Byłem przekonany, że wszyscy się z tym zgadzamy, tak jak zgadzamy się, że Ziemia jest kulą. Nie uważam, że dyskutowanie na temat tego, że w swojej pracy powinniśmy wykorzystywać wiedzę naukową ma sens, tak samo jak wymienianie poglądów z płaskoziemcami (osobami przekonanymi o tym, że Ziemia jest płaska).

Moi rozmówcy zwrócili mi uwagę na szereg niejasności i niedopowiedzeń. No cóż, blog to nie książka naukowa. Być może jednak warto kilka wątków rozwinąć. Dziś skupię się na jednym problemie.

Moja wypowiedź dotyczyła podziału metody na te:

1. których skuteczność w pracy z autystami potwierdzono naukowo i na te,

2. których skuteczności nie potwierdzono.

Powiem mocno: taki podział i takie myślenie – to wg mnie naukowy skandal!

To dla mnie oburzające, że w ten sposób nadużywa się nauki!

Dziwi to kogoś? A gdyby w medycynie, ktoś podzielił leki skuteczne i nieskuteczne w leczeniu nowotworów? Leki skutecznie leczące nowotwory to leki A,B i C, a te, których skuteczności nie wykazano to D,E,F.

Ojej, ale zapomniał dodać, że nowotworów jest setki rodzajów? Każdy leczy się inaczej! Lek skuteczny na jednego raka, nie pomoże w leczeniu innego!

W pedagogice jest to jeszcze bardziej skomplikowane. Autyzm ma dużo więcej wariantów niż rak. W zasadzie każdy autysta ma inny autyzm. Jak można twierdzić, że jest jakaś metoda skuteczna na te wszystkie autyzmy? Rzetelna wiedza, przydatna specjalistom, musi jakoś uwzględniać te różnice w obrazach diagnostycznych autyzmu. Zgoda? Jednym pomaga to, innym tamto – bo ci mają tak, a ci tak. Wiedza naukowa nie uwzględniająca tych różnic diagnostycznych jest po prostu nieporozumieniem. Lek na wszystkie choroby nie istnieje! Nikt nie bada leków na wszystkie rodzaje raka! To samo musi dotyczyć badań nas skutecznością metod w pracy z osobami z autyzmem.

Każda metoda pomaga w czymś konkretnym. Autyzm ma tysiące wymiarów. Różne metody zajmują się innymi zmiennymi, innymi czynnikami. Nie pracujemy z autyzmem jako jednorodnym problemem. Można pracować nad tym, aby autysta się uśmiechał, lub nad tym aby odpowiadał na pytania, lub ubierał sobie buty i nad wieloma innymi umiejętnościami. Do opanowania każdej z tych umiejętności potrzebne są inne metody pracy. Skuteczność metod trzeba oceniać przykładając je do celów, które mają osiągać. A cele do problemów z którymi mają się mierzyć. Nie ma przecież takiego celu jak „wyleczenie z autyzmu” jak sugerują autorzy tego typu zestawień. Autyzmu nie da się wyleczyć, a na pewno nie zrobi tego pedagogika. Ona może pomóc rozwiązać lub złagodzić setki pojedynczych problemów z jakimi osoby z autyzmem się borykają. Być może te problemy są ze sobą jakoś powiązane i możemy pracować nad nimi kompleksowo, ale nadal rożnych wymiarów  związanych z autyzmem jest bardzo, bardzo dużo. Mówienie więc, że są metody skuteczne w pracy z autyzmem en bloc jest naukowym kłamstwem. Skuteczność pedagogiczna musi coś konkretnego znaczyć, musi być kojarzona z konkretnym zadaniem które rozwiązuje, a nie z autyzmem w ogóle.

Wykorzystam dalej analogię z onkologią. Każde skuteczne lekarstwo na raka ma swoją określoną skuteczność o której dobrze wiedzą lekarze. Powiedzmy, że bardzo skuteczne lekarstwo to takie, które u 60% chorych na jakiegoś raka wywołuje efekt całkowitej remisji choroby na minimum 5 lat.

Jeżeli więc już mówimy o skuteczności jakiejś metody, powinniśmy umieć tę skuteczność oszacować. Inaczej „skuteczność” nic nie znaczy, jest pustosłowiem!

Jest jeszcze jedno ważne zagadnienie, którego nie mają lekarze. W leczeniu raka guz jest, albo go nie ma. Wyniki badań diagnostycznych są takie lub inne. To są dane jednoznaczne.

W naukach społecznych nie mamy takiej bezpośredniej możliwości pomiaru interesujących nas wskaźników.

Wszystkie ważne dla nas parametry, tak naprawdę, to konstrukty teoretyczne. Weźmy za przykład najbardziej znany konstrukt jakim jest „inteligencja”. Ponieważ nie możemy inteligencji zobaczyć musimy znaleźć coś, co zobaczyć możemy – tym czymś będą wyniki testów. Czymkolwiek jest inteligencja w teorii, w rzeczywistości w jest wyłącznie tym, co mierzą testy inteligencji. Na ile pomiar mierzony testem odnosi się założeń teoretycznych? Tego nie wiadomo, to trzeba założyć. Więc zakładamy, że wyniki rozwiązania takiego a nie innego testu inteligencji, są adekwatne do tego co w naszym arbitralnym założeniu są tą inteligencją.

Nie tak dawno słuchałem wystąpienia profesor Małgorzaty Kościelskiej na temat tego jak wielkim nieporozumieniem jest założenie, że istnieje jedna inteligencja. Ile to krzywdy wyrządziło wielu ludziom takie założenie! Jeżeli już, to istnieją różne inteligencje. Ile ich jest? Możemy rozmawiać o tym w nieskończoność, bo nigdy nie zdobędziemy na ten temat fizykalnych danych.

Jak można zmierzyć miłość?

– można wskaźnikami fizjologicznymi np. wzrostem ciśnienia krwi na widok ukochanej osoby,

– można dowieść jej odpowiedziami na pytania testowe,

– można obserwacją zachowania.

Każdy naukowiec może inaczej zoperacjonalizować miłość na potrzeby swoich badań.

Podobnie jest z pomiarem np. „umiejętności społecznych” u autystów. Jakoś je trzeba zmierzyć. Dla jednego będzie to umiejętność mówienia „dzień dobry” na powitanie, a dla drugiego uśmiechanie się na powitanie znajomej osoby. No oczywiście nigdy nie jest to jeden wskaźnik, ale wybór tych wskaźników radykalnie może zmienić znaczenie pojęcia „umiejętności społeczne”.

Wyniki badań w naukach społecznych będą zależały, od sposobu operacjonalizacji pojęć. Dlatego, moim zdaniem, konieczne jest każdorazowe wyjaśnianie, co konkretnie oznaczają pojęcia, którymi posługują się osoby mierzące skuteczność tych, czy innych terapii. Jest mnóstwo ujęć, koncepcji, i teorii, które omawiają jakieś zagadnienie. Kiedyś, jako studenci, zapytaliśmy się profesora, co to jest osobowość. Spojrzał na nas i zapytał: „A według kogo?”. To samo pojęcie wg różnych badaczy znaczy zupełnie coś innego. Takiego problemu nie mają badacze zajmujący się medycyną i trzeba być tego świadomym.

Podsumowując:

Można i trzeba badać skuteczność metod dotyczących pracy z autyzmem, jednak wyniki tych badań każdorazowo trzeba opatrzyć informacją, czego konkretnie dotyczy ta skuteczność, na jakim poziomie jest ta skuteczność i jak tę skuteczność badano i porównywano (tak jak to się robi w opisach leków i to z podaniem możliwych skutków ubocznych!).

Wówczas zainteresowane osoby – specjaliści i rodzice będą z tych badań mogli wyciągać jakieś praktyczne i pożyteczne wnioski. Nie należy robić i przedstawiać zestawiań metod o naukowo potwierdzonej skuteczności z metodami o skuteczności niepotwierdzonej, bo takie zestawienia z naukowego punktu widzenia są wynaturzeniem wiedzy jaką posiadamy i w praktyce niczemu dobremu nie mogą służyć. Analogicznie nie należy robić zestawienia skuteczności działań leków w ogóle. Na szczęście takich zestawień w medycynie nikt nie robi. Nie róbmy ich też w pedagogice.

Bardzo liczę na komentarze, jak zawsze!

Ps. Mam świadomość, że tematu nie wyczerpałem. Starałem się jedynie nieco poszerzyć. 🙂